PRACA

Sezonowa praca nad morzem część I

20:48

To będzie wpis dla osób, których dopadła rutyna i chcieliby zrobić coś szalonego, a może po prostu właśnie piszą maturę i nie mają pomysłu na siebie co dalej...

W moim przypadku wyglądało to podobnie. Miałam dość siedzenia w czterech ścianach, braku pomysłów na sensowne spędzanie czasu wolnego, papierkowej pracy w pojedynkę w nudnym biurze i tygodniowych letnich wyjazdów nad morze. Chciałam czegoś więcej!

Nigdy wcześniej nie pracowałam w gastronomii, więc podejrzewałam, że łatwo nie będzie, ale postawiłam sobie jasny cel: Wyjeżdżam i koniec! Jak powiedziałam, tak też zrobiłam.
Całymi dniami przeglądałam ogłoszenia na różnych portalach związanych z pracą sezonową – albo same oszustwa albo nic sensownego, później przerzuciłam się na ogłoszenia lokalne z nadmorskich miejscowości, a w końcu na ogłoszenia prosto z urzędów pracy – NIC!

Nie poddaję się tak łatwo, więc zdecydowałam się na żmudną pracę – rozsyłanie mailingu do kolejnych hoteli, domów wczasowych, pensjonatów. Wysłanie maila nic nie kosztuje, a spróbować przecież nikomu nie wadzi. Skakałam z radości widząc pierwszą odpowiedź. Chociaż marzyłam o tym wyjeździe, zaczynałam tracić nadzieję, że się uda, a jednak ktoś odpisał! Niestety... poszukiwane były jedynie osoby z doświadczeniem. Podobnie wyglądały kolejne maile zwrotne. Ale ja wciąż pisałam i pisałam, wysłałam setki, a nawet tysiące wiadomości o tej samej treści. Aż pewnego razu otrzymałam wreszcie upragnioną odpowiedź! Zaproponowano mi i mojemu chłopakowi pracę w jednym z nadmorskich ośrodków wypoczynkowych. Oboje mieliśmy być kelnerami, pracować na tej samej zmianie i mieć co 2 dzień wolny – to brzmiało jak bajka!

Czym prędzej udaliśmy się na rozmowę z naszym szefostwem i poprosiliśmy o prawie półroczny bezpłatny urlop. Oczywiście nie spotkało się to z ich aprobatą, ale co nas to w tym momencie obchodziło? Przecież wyjeżdżaliśmy nad morze!!!



Dwa tygodnie później już byliśmy na Półwyspie Helskim. Być może ośrodek nie rzucał na kolana, ale i tak było wspaniale! Dostaliśmy malutki pokój ze wspólną łazienką na korytarzu i zanim jeszcze się rozpakowaliśmy pobiegliśmy zobaczyć Bałtyk. Mieliśmy spędzić tutaj tyle czasu? Ekstra!
Sama praca nie była tak ciężka jak myśleliśmy. Szybko nauczyliśmy się sztuki kelnerskiej i czasem nawet zgarnialiśmy niezłe napiwki, a nawet i prezenty! Każdego wieczoru spotykaliśmy się z całym personelem ośrodka i wspólnie spędzaliśmy czas, często imprezując do białego rana, nazajutrz obsługując gości (niestety) na niezłym kacu. A w dni wolne, czyli co drugi dzień – smażyliśmy się na plaży i śmialiśmy z tych, którzy bali się wyjechać ;)

To był wspaniały czas! Wracaliśmy ze łzami w oczach...
Za rok pojechaliśmy w inne miejsce, ale o tym w osobnym poście.


W każdym bądź razie chciałabym coś uzmysłowić osobom, które zastanawiają się nad tego typu wyjazdem. Nie ma nad czym kombinować! Pakujcie walizki i jedźcie, bo być może taka okazja już się Wam nigdy nie przytrafi! Tych wspomnień i przeżyć nikt Wam nie zabierze, a to jest najcenniejsza pamiątka, jaką stamtąd przywieziecie!

Przeczytaj również:

29 komentarze

  1. Dzięki wielkie za motywację :). Jestem chłopakiem, szukam pracy na te wakacje ale ciężko coś znaleźć, wysyłam i wysyłam swoje maile i nic. Ale próbuję nadal, dzięki temu wpisowi mam jeszcze więcej chęci :). Dzięki jeszcze raz i pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie pracowałam nad morzem :)
    Pozdrawiam,
    http://fit-healthylife.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej
    Czytałam Twojego bloga i dowiedziałam się, że pracowałaś nad morzem z chłopakiem. Ja zastanawiam się nad taką pracą, ale trochę się boję sama wyjeżdżać. Moi znajomi raczej na takie coś się nie zdecydują. Myślisz, że warto zaryzykować i samemu już szukać ogłoszeń i liczyć, że powiedzie się tak jak i Tobie?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto zaryzykować. Na miejscu poznasz wiele wspaniałych osób, które tak jak Ty przyjadą nad morze w pojedynkę. Wspólna praca Was zbliży do siebie, a kto wie, może gdzieś pojawi się i wakacyjna miłość? :)

      Usuń
  4. Może mi się uda w tym roku znów załapać do pracy w Fokarium. Jak ciekawa to praca, to możecie poczytać na blogu www.wszechocean.blogspot.com. A w ogóle, to kocham Hel, to fascynujące miejsce. Magiczne! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. wysyłając maile zamieszczałaś tam cv , czy w formie kilku zdań przedstawiłaś swoje dobre strony itp ? mówiąc prosto "po ludzku " :P oczywiście zachowując pełną kulturę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. CV wysyłałam dopiero jak mnie o to poproszono. Maile wysyłałam z krótką prezentacją swojej osoby i ogromną chęcią do podjęcia pracy ;)

      Usuń
    2. rozumiem , że również nie miałaś wtedy doświadczenia na dobrą sprawę w czymkolwiek. nie miałas trudności z napisaniem cv ? bo ja nie mogę się zabrać do napisania cv, nie mając za wiele tam do przekazania.

      Usuń
    3. Jeśli chodzi o samą gastronomię, nie miałam żadnego doświadczenia ani zielonego pojęcia co, jak i z czym :)

      Usuń
    4. rozumiem, gdybyś miała czas i ochotę pomóc mi w napisaniu tego cholernego cv ^^ byłabym wdzięczna :) proszę tu mój email, marta150797@wp.pl

      Usuń
  6. Jak pierwszy raz wyjechałam na sezon też miałam takie nastawienie jak ty - "oh spotka mnie przygoda, będę imprezować i pływać w morzu"... Taa, jak przyjechałam to jeszcze w tym samym dniu poszłam do pracy, w której byłam do 3 w nocy a nazajutrz o 8 rano pobudka i znów to samo. Dodam, że miała to być praca 12 godzinna a nie 45343725 godzinna. Aha, no i była to praca non stop na nogach (dosłownie non stop, nie mogłam mieć nawet taboretu, a weź se chodź non stop przez 12 godzin albo stój za kasą i jeszcze w tym samym czasie doradzaj klientom w doborze zakupu i jeszcze najlepiej posprzątaj i nowy towar wyłóż...). Płaca była marna, 4,80zł/h. Mieszkałam, a raczej nocowałam bo byłam około północy w hotelu (brudnym i obskórnym, bo przecież to tylko dla nic nieznaczących pracowników). Pracowałam średnio od 8 do 21, ale często musiałam stawiać się w pracy już o 6 posprzątać po remanencie (bo kierownictwo zrobiło taki burdel, że się przejść nie dało), który był co kilka dni -.- Na początku pracy gdy stawialiśmy cały ten szajs na nogi musiałam pracować 24 na dobe z jedną przerwą dwugodzinną na sen i tak było przez jakieś dwa dni. Oczywiście wyżywienia nie miałam zapewnionego, jedynie szef przywiózł nam po maleńkim hotdogu ze stacji i energy drinku żebyśmy nie padli tam. Mieszkałam w jednym pokoju z siedmiona osobami, w tym dwoma chłopakami. Dzięki Bogu łazienka w nim była.. szczegół, że ciepłej wody nie starczało na te 7 osób a co dopiero na cały hotel. Wszystko co zarobiłam - musiałam przeżyć za to w tym gównie więc wyjechałam po sezonie mając jakieś 500 zł, a byłam tam trzy miesiące. Można było brać zaliczki, ale gdy 7 osób na raz chce zaliczkę 50 zł, to żadna nie dostanie, bo szanowna "kierowniczka od szefostwa" nie miała tyle pieniędzy, a nie chciała by tylko jedna osoba dostała zaliczkę. I tak oto nasza siódemka głodowała przez tydzień, jako zaliczkę dostaliśmy chleb, z którego każdy wziął po kromce. Wypłata również była nieterminowa. Często dostawaliśmy kary typu "-100 zł od pensji za niepozamiataną podłoge". Była sytuacja gdzie moja koleżanka z pracy (suka) zostawiła jakieś śmieci pod ladą, gdzie mówiłam jej żeby to wyrzuciła. Następnego dnia KAŻDA dostała -100 z pensji za to, że ten grubas zostawił śmieci. A kochane szefostwo w dupie miało to, że jesteśmy też ludźmi, nie miałyśmy niczego do siedzenia, żadnych szafek czy zaplecza, a oni zabraniali nam trzymać nasze torebki kurtki jeśli padało pod ladą bo to jest miejsce na "dokumenty", no to ciekawe gdzie miałyśmy to zostawić, chyba sobie w dupe wsadzić. Nawet gdy lał deszcz tak, że woda wlewała się do miejsca pracy to musiałyśmy zapierdalać, raz było tak gorąco, że moja koleżanka miała krwotok i karetka po nią przyjechała. Praca była na czarno więc szef kazał nam udawać, że jest klientką i jej nie znamy -.- A gdy odchodziłam trochę przed czasem to mnie szefowa (laska szefa) zwyzywała, bo miałam taką sytuację, że musiałam się zaopiekować babcią po operacji kręgosłupa. Ci ludzie nie mają po prostu serca. I tak odchodziłam z łzami, bo co do wspomnieć i fajnych momentów to prawda - to najlepsza pamiątka i nikt mi tego nie odbierze. Nawet jeśli odebrali mi godność i zdrowie. Poznałam tam moją najlepszą przyjaciółkę. Koniec, amen. Polecam sezony (y)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego zatem godziłaś się na coś takiego? Nigdy nie pracowałabym w takich warunkach! Za pierwszym razem wydawało mi się, że mam super warunki - 1200zł, co 2 dzień wolny, darmowe spanie i wyżywienie. Za drugim razem miałam o niebo lepiej, stawkę godzinową 14zł/h + bardzo spore napiwki... Trzeba zawalczyć o siebie i się szanować! Wyjazd nad morze do pracy to nie wyjazd do obozu pracy. Wiadomo, że to ma być wyjazd zarobkowy, ale również i odpoczynek! Ja nie wyjeżdżałam z zamiarem zarobienia pieniędzy, bo pracę miałam w swoim mieście. Chciałam po prostu pobyć nieco dłużej nad morzem, zobaczyć jak wygląda praca w gastronomii (zwykle pracuję za biurkiem), poznać nowe osoby itd... Nie dajmy się zwariować i wykorzystywać przede wszystkim :)

      Usuń
  7. Mam pytanie, w jakim ośrodku mieliście pracę? Może poleciłabyś jakieś miejsce do pracy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm.. to zależy co preferujesz, czy pracę w restauracji czy w hotelu. To spora różnica.

      Usuń
  8. Oooo jak na dawno nie byłam nad morzem :(
    Może wybiorę się na tegoroczne wakacje.
    Pozdrawiam :)

    www.moja-zielona-kosmetyczka.blogspot.com/ zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A wiesz może czy przyjęliby mnie (szesnastolatkę) bez doświadczenia na sprzątaczkę do hotelu? Choć może być byle co, ważne, żeby nie wymagali doświadczenia i pełnoletności. I może mogłabyś mi coś polecić? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tego to nie wiem, musiałabyś próbować coś znaleźć. Niestety nie mogłabym Ci nic polecić, gdyż nie pracowałam nigdy jako pokojówka.

      Usuń
    2. A przed zdobyciem doświadczenia, nie wpisywałaś nic do tej sekcji w CV? Właśnie dostałam pierwszą prośbę o CV. Nie mam żadnego doświadczenia, za to posiadam umiejętności uniwersalne takie jak pracowitość, kultura, sumienność i komunikatywność. Czy warto pisać CV, jeśli nie podam żadnego doświadczenia zawodowego? Dodatkowo nie wyjaśniono mi jeszcze jakie stanowisko miałabym dostać, więc nie wiem za bardzo czego ode mnie oczekują. Mogę liczyć na pomoc?

      Usuń
  10. Nie, nie wpisywałam nic w CV. Nie miałam wtedy zielonego pojęcia o gastronomii. Oczywiście warto pisać CV, każdy kiedyś zaczyna i być może od tego, jak je napiszesz, będzie zależało to, czy dostaniesz wymarzoną pracę. Co do stanowiska, lepiej dopytać o wszystko na początku, niż później niemile się rozczarować. Jeśli masz jeszcze jakieś pytania - służę pomocą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A załączyłaś swoje zdjęcie?

      Usuń
  11. W CV tak, osobno nie dołączam do maila.

    OdpowiedzUsuń
  12. Cześć, wpadłam na tę stronę bo potrzebuję motywacji. Jestem tegoroczną maturzystką i chcę zarobić trochę na studia, coby odciążyć rodziców. Za 2 tygodnie wyjeżdżam na 2 i pół miesiąca nad morze, do Międzyzdrojów. I cholernie się boję... Pierwszy raz w ogóle będę pracować dłużej niż kilka dni i do tego muszę na tak długo rozstać się z chłopakiem. Boję się masakrycznie, że coś pójdzie nie tak, że nie będę dawała rady i że to mnie przerośnie i będzie to jedynie kolejna moja porażka.
    Jak myślicie? Jest to coś czego da się nauczyć i można czerpać z tego satysfakcję? Czy w większości tak jak koleżanka wyżej napisała - wyzysk, brud i harówka? Pomóżcie bo twardo to sobie postanowiłam a im bliższy termin wyjazdu tym większy stres mnie dopada i boję się że zrezygnuje...
    Dodam że jestem świadoma że nie jadę na wakacje i nie będzie to lekka praca... Specjalnie w sumie nastawiam się na najgorsze żeby się później nie rozczarować ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napisz do mnie priv na Fanpage, może akurat będę znała miejsce gdzie masz pracować i powiem o nim coś więcej :)

      Usuń
    2. Napisałam, dziękuję :)

      Usuń
  13. Cześć wybiera sie ktoś z was do pracy nad morze? Bo razniej z kimś jechac niż samemu jestem z okolic Katowic...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem z okolic Katowic, ale w tym roku odpuszczam:) skąd dokładnie jesteś i do jakiej miejscowości się wybierasz?

      Usuń
    2. Dokładnie to z Mysłowic,zaczynam szukać dopiero po weekendzie,jakieś miejscowości! Montagne polecasz jakiś pracodawców znad morza ?

      Usuń
  14. Ja wybieram się do pracy nad morzem z okolic Katowic. Jadę do Łeby, bo tam najtańsze noclegi znalazłem i najwięcej na tym oszczędzę :)

    OdpowiedzUsuń
  15. A mi się zawsze wydawało, że dziewczyny wracały ze złami w oczach z racji tego że ten horror nadmorski się skończył.

    OdpowiedzUsuń